Aktualności

Dwa tygodnie. Tyle czasu minęło od poprzedniego meczu w Szczecinie. Meczu, po którym Kazimierz Moskal, schodząc do szatni, został pożegnany gwizdami. Wczoraj jednak, w pełni zasłużenie mógł iść przez murawę z podniesioną głową.


Oczywiście nie można jeszcze popadać w hurraoptymizm, chociaż dwa z rzędu wysoko wygrane mecze dają ku temu powody (nawet jeśli jeden z nich rozgrywany był z zespołem z III ligi). Przyznaję, że po meczu ze Śląskiem sam puściłem mocną dawkę hejtu w stronę Moskala, jednak wtedy nic nie wskazywało na znaczącą poprawę gry. Kolejne spotkania stopniowo, ale wyraźnie pokazują postęp.

Sobotni wieczór był wyjątkowo wybuchowy. Ponoć ze stanowisk komentatorskich było widać wystrzeliwane nad Odrą fajerwerki, które nadały piłkarskiemu sukcesowi odpowiednie podsumowanie. Jednak nie tylko z tamtej strony nadchodziły błyski.

Czy ktokolwiek pamięta, że w kadrze naszego zespołu jest jeszcze Aka? Jego pikująca forma oraz kolejne kontuzje sprawiają, że tytuł pierwszego samuraja Pogoni może mu zostać niedługo brutalnie odebrany. W mroku niemocy jakichkolwiek napastników biegających ostatnio w naszych barwach zapala się drobna iskierka. Drobna dosłownie, gdyż Kitano jest jednym z tych piłkarzy, wobec których komentatorzy lubią nadużywać określenia „filigranowy”. Nie przeszkadza mu to jednak w przepychaniu się z dużo większymi, bo waleczność ma iście japońską. Poza tym, dawno nie widziałem tak dobrze przyjmującego sobie piłkę zawodnika u nas w zespole. Gole przyjdą, niewątpliwie.

Wejście Zwolaka przy wysokim prowadzeniu miało niestety jedynie znamiona oszczędzania sił Japończyka. Łukasz co prawda postrzelał w pucharze, ale wczoraj pokazał, że ekstraklasa w tym momencie to zbyt wysokie progi. Zastanawiałem się czy on biega, bo ruchy na to wskazywały, jednak tempo już nie bardzo. Od wielu meczów nie może wygrać nawet żadnego pojedynku w powietrzu.

I tu docieramy do kolejnego błysku. Niższy od Zwolaka o prawie 15 cm Spas Delev wczoraj latał w powietrzu niczym Dreamliner. Zresztą nie tylko w powietrzu. Nie było dla niego straconych piłek, a zaangażowanie miało swoje apogeum w momencie starcia z Daliborem Plevą, po którym obrońca z Niecieczy stał się wrogiem numer 1. Sposób poruszania łudząco podobny do Małeckiego, oby z Bułgara było znacznie więcej pożytku.

Muszę jeszcze wspomnieć o Gyurcsó, gdyż siedzący obok mnie na sektorze Kłoda zwrócił uwagę na pewne aspekty. Bardzo mnie Węgier irytuje, gdy widzę, że dostaje piłkę, to już nawet się nie podpalam, że wyjdzie z tego coś dobrego. Zwykle akcje w których brał udział kończyły się stratą lub niecelnym podaniem. Ma on jednak 2 niepodważalne atuty – szybkość biegu i dogrywanie ze stojącej piłki. O ile z pierwszego nie będzie za bardzo pożytku, bez odpowiedniego wykończenia, to drugie wczoraj było aż nadto widoczne. Zresztą nie tylko wczoraj. Gdy Ádám ma trochę miejsca i czasu (a gdy dorzuca z rzutu wolnego to już w ogóle) potrafi zagrać piłkę na centymetry. Pokazał to tydzień temu w Lubinie, przy bramce Drygasa, pokazał też to wczoraj dwukrotnie podając do Matrasa.

W końcu obudził się nasz kapitan. W końcu Drygas wykorzystuje te swoje sytuacje, których ma niemało. Ale nie było by tego wszystkiego, gdyby nie właśnie Matras. Już wszyscy zdążyli zauważyć, że gdy dwaj pierwsi mają tego trzeciego za plecami, to mogą się skupić na ofensywie, co daje efekty. Wczoraj prześcigaliśmy się w wymyślaniu supermocy zawodnika z numerem Michaela Jordanan na plecach. Pajęczy zmysł Spiderm-mana, czy czujniki termiczne, dzięki którym jest w stanie przewidzieć każdy ruch przeciwnika, to tylko dwa najczęściej powtarzane. Podobno sam w przerwie dał temu wyraz opisując sytuację bramkową, kiedy to stwierdził, że doskonale wiedział, co zrobią obrońcy. Podobno, bo opieram się jedynie na tweecie Stanowskiego:

Na koniec jeszcze mała dygresja. Redaktora Stanowskiego bardzo cenię i lubię czytać jego teksty. Niestety jego zapatrzenie w Michniewicza osiąga już absurdalne formy. Moskal nadal jest beznadziejnym trenerem, Pogoń wcale nie zagrała ładnie, a przyczyn porażki dopatruje się w Juharze, napastniku Bruk-Betu, który wszedł na boisko na ostatnie 15 minut. Patrząc na oceny dla piłkarzy, dziwię się, że nikt z Niecieczy nie został piłkarzem meczu.

Autor: Szczepan
Żródło: własne
Wyświetleń: 6786

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...